„(…) proces twórczy zawarty w tworzeniu działa uzdrawiająco, a podstawą tego procesu jest to, że większość ludzkich myśli i uczuć wyraża się bardziej w obrazach niż słowach. Dzięki temu ludzie zajmujący się tworzeniem lepiej radzą sobie ze stresem i urazami psychicznymi, nabywają zdolności poznawcze i doznają objawów radości, jaką daje obcowanie ze sztuką”.

W. Szulc, Historia Arteterapeutyki, „Edukacja i Dialog”, 8/2006

Translate

niedziela, 15 listopada 2015

RE-CYCLING, RE-FRESHING, RE-SWETER.., czyli o nadchodzących szarugach

witajcie :)
 ostatnio mam opór przez robieniem zdjęć... przyczyny banalne - brak słońca, krótkie dni i popsuta karta i ogólne zużycie aparatu... zdjęcia wychodzą nieostre, a mogę zrobić tylko kilka, bo bazuję jedynie na pamięci wewnętrznej sprzętu... dlatego dziś mało fotek...
a że nadal przechodzę fascynację stylu mori i przeróbek, złapałam stary męski pulower i proszę bardzo - mam nowy zapinany sweterek... zdecydowanie kobiecy :)


robi się toto prościutko... przetnij na pół przód swetra po małżu...


zaszyj przeciętne połówki i doszydełkuj kawałek... doszyj guziczki lub sobie nie ułatwiaj - zrób fikuśne zapięcia... 


jeśli rękaw za długi, podwiń i "zaszyj" wstawką z guziczkami... kieszonki dobra rzecz... zatem doszyj dwie koronkowe serwetki... jeśli nie posiadasz, uszydełkuj dwie w dowolnym kształcie... :)
i proszę bardzo: ekologia, oszczędność, kupa radości, no i nowe wdzianko... same zyski :)
wysyłam nieco ciepła :*



środa, 11 listopada 2015

ZROB TO SAM.., czyli o bizuterii z lasu japonskiego...

witam :)
może 11 Listopada nie wypada spędzać pisząc o japońskim lesie przy dźwiękach muzyki celtyckiej, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że jak co roku wywiesiłam biało-czerwoną flagę, a biżuteria powstała znacznie wcześniej... ;) proszę państwa, przed państwem skrawek mojej fascynacji stylem Mori Girl (o którym można poczytać np. TU albo TUTAJ, albo po prostu pooglądać OBRAZKI)...  
próbuję jednakże przystosować go do swojej słowiańskiej duszy, figury i wieku, licząc się z polskimi realiami stylu w pracy... :) dlatego ja tak po troszku, ostrożnie... zaczęłam od biżuterii... to moja osobista odmiana mori (jap.: las właśnie):
 

uwielbiam białe bluzki, koszule, koronki (w stonowanej ilości), warstwy ubrań, perły i... las właśnie...


moje korale to szydełkowa robota plus metalowe zawieszki, stare monety i...


...żołędzie - właściwie czapeczki z szydełkowymi kuleczkami... nieco krzywo ujęte ;)


całość zamontowana w dwa jubilerskie "chwytaki"... :)


nadal tez uczę się wire rapping... kolejne wyniki:


jeszcze nie zdecydowałam, co z nimi zrobić, jak i gdzie przyczepić... pewne jest, ze potrzebuję leśnej biżuterii w kolorze srebra... :) a kupienie gotowca jakoś mnie nie cieszy ostatnio...


myślicie już o gwiazdkowych prezentach? bo że o bożonarodzeniowych ozdobach tak - to widzę na blogach i fejsie... ja na ozdoby muszę mieć świąteczny nastrój, na razie trzymam się jesieni..
i z tej okazji wysyłam trochę ciepła :*


niedziela, 8 listopada 2015

LOKUM DLA NOWOZENCOW.., czyli o szale mitenkowym...

witajcie :)
jak obiecałam - znalazłam lokum dla swoich lalkowych aplikacji... :) żeby jeszcze bardziej rozweselić czerń, dorobiłam kolorowe mitenki :)


fotki trochę niewyraźne, małż się spieszył... i się rozmazały... ale nie będziemy się rozwodzić nad takimi szczegółami... ;D


nieco zbliżenia...


tak się rozhulałam, że zrobiłam kolejne - czarne z guziczkami - również handmade - guziczki znaczy się... :D


w planie jeszcze w kolorze szarym i zdecydowanie dłuższe... :)
ta jesień nas rozpieszcza, prawda? wysyłam trochę ciepła... :*


wtorek, 3 listopada 2015

FIKU MIKU NA PATYKU.., czyli prosty sposób na wianek...

witajcie,
zgodnie z obietnicą... zobaczyłam to w hurtowni florystycznej (którą, nota bene bardzo lobię)... patyk, dosłownie jedna mała gałązka choiny, z dwa suche badylki - kosztowało to 18 zł...  wiec małż dostał misję: poproszę brzozowego badyla z lasu i choinę...


zrobiłam bąbelki ze starego szala, wyciągnęłam parę szyszek i kokardek, powklejałam liście... aha, jeszcze rafia... i tak powstały kolejne cmentarne stroiki :)


 mają tę zaletę, ze są niewielkie, co ma znaczenie przy małych nagrobkach...


następny post to już lokum dla lal i mitenki... powrót do kolorów :)
wysyłam trochę ciepła... :*

poniedziałek, 2 listopada 2015

ZADUSZNIE.., czyli o jesiennych wiankach...

witajcie :)
przed pierwszym listopada oglądałam w kwiaciarniach obecną modę stroikową... często zastanawiałam się, skąd biorą się takie kosmiczne ceny... oczywiście rozumiem - trzeba zarobić, wycenić swoja pracę, utrzymać lokal, zapłacić zus, podatki itp., itd... no, bo same materiały to są grosze, albo i darmocha... i ja właśnie połakomiłam się na te grosze i darmochę... ;) przed państwem tegoroczne wianki cmentarne... :)
wersje w czerwieni...:


materiały: zebrane szyszki, żołędzie, kora brzozy, mech, rafia i kilka bąbelków "uszytych" ze starego szala... do wianka poniżej dodałam jeszcze kilka różyczek z drewienka...


podkład zrobiony ze starych gazetek jednego z marketów (dostarczonych pod same drzwi ;)) owiniętych bibułką... pod spodem wersja z fioletem... bąbelki zrobione na szydełku...


wierzcie mi, zdjęcia nie oddają ich uroku ;D w następnym poście pokaże wam jeszcze prostsze "wianki"... :)
wysyłam sporo ciepła :*


piątek, 30 października 2015

NIE MA JUZ PROBOWANIA.., czyli waznosci slowa ciag dalszy... ;)

witajcie,
chciałam napisać: to moja próba szydełkowej biżuterii...


ale właśnie wyrzuciłam z prywatnego słownika słowo spróbuję...  zakłada to, że zostawiam furtkę na rezygnację z celu... poddam się przy pierwszych kłopotach, no i usprawiedliwienie się: przecież próbowałam... zatem wymieniam spróbuje na decyduje się, zrobię... zwłaszcza, ze porażki nie istnieją... ;)
przed państwem szydełkowe korale-tuby...
trochę zabawy z nimi było :)


dla zdecydowanych na szydełkową przygodę podpowiadam: to połączone małe prostokąciki, którymi obszyłam kawałek sznurka z marketu budowlanego... zakończone pętelką i guzikiem ;) pod spodem na tle niebieskim... nieco niewyraźnym, bo fota robiona samemu do lustra, o zwierciadło naprzeciw okna itp., itd.

w następnym odcinku obiecane lokum dla zakochanej pary plus mitemki :) czyli ciąg dlaszy radosnych kolorów na jesień... :) no, chyba że mnie natchnie na zadumę... ;)
wysyłam trochę ciepła... :*

czwartek, 29 października 2015

NIE MA PORAZEK.., czyli o tym, ze slowa maja znaczenie...

witajcie,
mam w sobie przekonanie, że słowa mają znaczenie... duże znaczenie, czasem decydujące... zwłaszcza słowa, które mówimy sobie, wobec siebie, dedykujemy sobie, wymawiamy, myślimy.... słowa budują przekonania, postawy, decydują o odczuwanych emocjach, wpływają na zachowanie... zatem, do rzeczy... wywaliłam ze swojego osobistego słownika wyraz porażka... nie ma już porażek - są wyniki, rezultaty, doświadczenia... :) oto moje wyniki pierwszych prób...


jak tak sobie choruję, to zaglądam częściej do netu... mam czas :) i jak zaglądam, to próbuję... ot, taki wzorek w tulipanki... dla chętnych do spróbowania poniżej schemacik... :)


podziwiam i kusi mnie wire rapping...  nie mam żadnego specjalistycznego sprzętu, zwykły drut i kleszcze z pobliskiego marketu budowlanego... nazbierałam też sporo kamieni nad morzem, które leżą i czekają... czemu w końcu się nie odważyć? moje pierwsze zakręcone:


pewnie mistrzynie/mistrzowie drutu złapią się za głowę... a ja myślę - kto nie spróbuje, nie zobaczy... a ćwiczenie czyni właśnie mistrza, prawda?
wysyłam nieco ciepła :*


niedziela, 25 października 2015

LOVE IS IN THE AIR..., czyli o tym, ze zle, zeby człowiek chodzil sam po ziemi...

witajcie, spośród chusteczek i syropków... 
od dwóch dni pałam gniewem, bo moi współpracownicy przychodzą do pracy chorzy, a ja się zaraziłam... tyle, ze ja jestem na tyle licha, że chodzić nie mogę... muszę leżeć na L4, co oznacza mniej kasy, więcej roboty po powrocie i różne takie :/
na pocieszenie wycheklowałam sobie, a właściwie laluni, boyfrienda...


już wiedziałam, jak to robi Vendula... a źle człowiekowi samemu tak po świecie, to powstał rudowłosy...


szukam dla nich wspólnego gniazdka... myślę, żeby dać im lokum na moim czarnym polarze i dorobić kolorowe mitenki...
buziole :* wysyłam mnóstwo ciepła... 


niedziela, 18 października 2015

APLIKACJA KROK PO KROKU.., czyli o poceszeniu przez dokladne instrukcje...

witajcie :)
nie zniechęcona przez fistaszkową świnkę (dziękuje za słowa otuchy) poszukałam w necie czegoś łatwego do uszydełkowania... i znalazłam... :) na stronie Venduli - jak zrobić słodką aplikację - krok po kroku... :)


uwielbiam prace tej kobietki :) o ile na siebie wkładam coś raczej szaro-buro-granatowo-czarnego ( w dowolnej kombinacji), to zawieszenie na siebie kolorowego gadżetu to jest to, co Gizrapki lubią najbardziej :) a Vendula takie właśnie gadżety robię :) kilka wzorów aplikacji daje za free... grzech nie skorzystać ;)
lalunia jest dosc duża - ok. 17 cm... można naszyc na torbe, sweterek... dla dziewczynki - bez problemu... a ty, nieco starsza dziewczynko, nosiałabys dumnie? ;D


wysyłam mnóstwo ciepła :*

niedziela, 11 października 2015

A TO SWINIA!.., czyli o mekach z trzodem chlewnym...

witajcie... a to, proszę państwa... no, właśnie co? 


żeby nie wyszedł kłapouchy, zastosowałam do uszu druciki... i mimo starań, trzymania się wiernie wytycznych i schematów, mocno wpatrując się w fotki znalezione w necie - mój świniak jakoś bardziej podobny do psa Fistaszka niż do trzody chlewnej... :/


sporo rzeczy, takich jak uszy, łapki i raciczki musiałam wymyślić sama - bo najwidoczniej autor stwierdził, ze to żaden problem...

ryjek nie chciał być płaski, a robiłam ze trzy razy... no i w ogóle chyba z dwa tygodnie zajęło mi zszywanie na zmianę z pruciem - bo ciągle mi kąty do siebie nie przystawały... małż przygarnął, pocieszał, ze to taka zmutowana trzoda, bo sporo chemii w nią walą... 


czy ja wiem...? dość zdegustowana jestem wyrobem... a i jeszcze mi włóczka się skończyła, wiec raciczki w innym odcieniu...
wysyłamy sporo ciepła... mimo wszystko ;* ;)