„(…) proces twórczy zawarty w tworzeniu działa uzdrawiająco, a podstawą tego procesu jest to, że większość ludzkich myśli i uczuć wyraża się bardziej w obrazach niż słowach. Dzięki temu ludzie zajmujący się tworzeniem lepiej radzą sobie ze stresem i urazami psychicznymi, nabywają zdolności poznawcze i doznają objawów radości, jaką daje obcowanie ze sztuką”.

W. Szulc, Historia Arteterapeutyki, „Edukacja i Dialog”, 8/2006

Etykiety:

Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vintage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vintage. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 marca 2017

SERCOWE SPRAWY.., czyli o dalszych próbach krawieckich...

witajcie,
koleżanka z pracy poprosiła mnie o kilka serduszek na wzór gotowca... bo już nie może kupić, a "wie, ze kiedyś takie robiłam"...


owszem, z filcu, szyte ręcznie... :/ przyznam się wam, ze nie lubię roboty na zamówienie... niesamowicie się wtedy stresuję... inaczej, gdy ktoś zobaczy jakiś mój rękoczyn i chce właśnie taki... chociaż i wtedy mam problemy z wyceną... z poczuciem winy, że może za drogo? a z drugiej strony dostaję mnóstwo komentarzy, ze się w ogóle nie cenię, ze psuję rynek, czy nawet dostaje mi się od "polskiej chinki"...


jeszcze gorzej, gdy ktoś zamawia... wtedy gryzę się niepewnością, czy wyjdzie, czy się spodoba, bezlitośnie krytykuję każdą krzywiznę czy niedoróbkę... w wyniku czego jeszcze bardziej obniżam cenę... :/ na koniec przysięgam sobie, ze już nigdy nikomu... aż do kolejnego zamówienia

popatrzcie... tu oryginał:


proste, zgrabne, śliczne...
a to moje:


nie potrafię szyć na maszynie - zwłaszcza takie maleństwa...


serduszka nie przekraczają 5 cm...


największy problem miałam z wszyciem sznureczków... kilka serduszek poszło do kosza...


zamawiająca dziewczyna często kupuje ode mnie ozdoby - wianki, ozdoby choinkowe... i mam wrażenie, że ciągle kręci nosem... w przeciwieństwie do innej koleżanki, która wyraża swój zachwyt (ach, jak mnie to łechce!), ta przymyka oczy, krzywi usta i kupuje jakby była zmuszana... pomijając, ze długo czekam potem na pieniążki... 

eh, serduszkowa sprawa... też macie takie dylematy?


 przesyłam sporo ciepła :*

piątek, 6 maja 2016

JEST MOC.., czyli o tym, co wysyłasz, to dostajesz..

witajcie,
jak się ma 15 minut przerwy (bo marchewka musi się ugotować) między jednym zadaniem..., a raczej między jednymi zadaniami a drugimi, to można wrzucić oś na bloga, prawda?
nadal męczą mnie jakieś wirusowo/bakteryjne gadziny... niestety, przeszłam na nawigację antybiotykiem i kolejnymi dniami poza pracą... nawet nie myślę, co tam mogę zastać po powrocie... póki co - jest moc twórcza... gorzej z siła na wykonanie... a skoro rozgłosiłam, że jest moc i pomysły, to już świat zwietrzył okazję... niestety, smok i inne zabawki zostały odłożone do nieznanej przyszłości, teraz szydełkowe zamówione bajery do sesji noworodkowej, no i koniecznie pudełeczko na I Komunię...


jest dość proste i oszczęðne w kolorystyce...biel, delikatny, perłowy róż, nieco zieleni i kolor słomy, który uwielbiam... :)



chciałam zwrócić uwagę Państwa uwagę na różyczki, które sama, tymi ręcami wykonałam... jestem z nich dumna... :) podobnie ja z samego pudełka - żadne tam gotowce ze sklepu ;)


środek wygląda tak:


 albo tak...


wykorzystałam gotowe (jednak!) tekturowe elementy... pudełeczko na wiadomo, jakie podarunki, wykonałam już samodzielnie... :) 


cieszy mnie to pudełeczko :) a teraz trzeba odcedzić marchewkę, zabrać psy na spacer (i z tego nie ma L4), a potem zasiąść w końcu do rzeźbienia konferencji szkoleniowej... :)

wysyłam sporo ciepła :*




niedziela, 13 marca 2016

PASTELOWA WIOSNA.., czyli w oczekiwaniu na slonce...

witajcie :)
tęsknię za słońcem... za ciepełkiem na twarzy, delikatnym wiaterkiem, zapachem ziemi spulchnianej kiełkująca zielonością... skoro jednak jest mokrość, szarość i ponurość, samemu trzeba ocieplić klimat...
powstały trzy wianki... perłowo-pastelowe... jeden w stronę różu...


na brzozowych witkach, mchu, faszynie, rafii... z lnianymi kwiatami, jajeczkami z masy papierowej, koronkami, piórkami... po prostu eko... ;)


róż przypisywany jest dziewczynkom, a niebieski chłopcom... to dość uproszczony podział, prawda?


składniki podobnie jak w różu - eko :)


no i komu przypisać teraz biel? panno młodym? a co z mężatkami? ;D


tu już zahaczyło o styl rustykalny... zupełnie chcący :)


i tak sobie pletę, plotę... czekając na wiosnę :)
wysyłam nieco ciepła :*

środa, 9 marca 2016

SERDUSZKO&ROZYCZKI..., czyli o tym, ze załtwiłam sobie dzien kobiet na caly rok..

witajcie,
bynajmniej nie spóźniony... wianuszek o wartości dla mnie sentymentalnej... :) dla mnie śliczny - reszta świata może uważać, co tam sobie chce... :)


brzozowe serduszko jako podstawa... reszta to rafia i zasuszone róże - które dostałam kiedyś od małża bez okazji... to tak a propos dnia kobiet codziennie... :)

po prostu - jeśli chce kwiatki mówię małżowi wprost: "chciałabym kwiatki bez okazji..." i czekam... czasem dłużej, czasem krócej - i są... kwiatki bez okazji... same te chłopy nie wpadną na to, wierzcie mi... ;D



a gdy jest okazja, to - jako praktyk-realista - mówię wprost, co bym chciała... mówię (nie tylko małżowi): a to, ze chciałbym włóczkę, a to kordonek, a to naprawienia komputera... w tym roku na urodziny chcę randki w "Dziórawym Kotle" (pisownia poprawna) w Krakowie... no, bo gdzie ma podstarzała potterfanka speðzić urodziny, prawda?

nie rozpieszcza nas jeszcze wiosna... u nas nieustannie wilgoć, ciemność i deszcze... eh...
wysyłam wiec sporo ciepła :*


poniedziałek, 21 grudnia 2015

TAJEMNICA FASOLEK WYJASNIONA..., czyli ostateczne odliczanie...

witajcie,
z lekkuchnym poślizgiem, ale jestem... z rozwiązaniem FASOLKOWEGO CANDY :)

uśmiałam się z naleśników i sajgonek... że nie wspomnę o jajach tasiemca ;D kilka z was było ciut od rozwiązania zagadki... fasolki - nieco obrazoburcze, bo nagusieńkie ;) - to Maryjki, Józefki i Dzieciątka ;D
powstało sporo wianków z ich udziałem... ot, na przykład...


chciałam, żeby było nieco koronkowy i z dużą ilością bieli... wyszło?


a ten - ciasteczkowy, pachnący.... :)

są jeszcze cztery inne. ale o nich... w następnym odcinku... ;D
teraz czas na rozwiązanie i niespodziewajkowe nagrody... nie mogłam się, dziewczyny, zdecydować... wszystkie odpowiedzi się mi podobały, a każdą - odwiedzając często blogi - wzbudziła moją sympatię... zatem poprosiłam małża-sierotkę o wylosowanie zwyciężczyni...
 padło na nr 8, czyli... niespodziewajka trafi do Natalii :) 

gratuluję! i proszę na maila o adres do wysyłki  :) żeby Poczta Polska zdążyła...

wysyłam sporo ciepła :*

sobota, 19 grudnia 2015

KROK PO KROCZKU.., czyli o delikatnosci i kruchosci swiatecznej...

witajcie :)
oprócz masywnych, rustykalno-topornych wianków, pelnych dobroci i przepychu, mam też dwa takie w kolekcji, które wydaja się kruche i delikatne... takie, dajmy na to w sam raz na okno... :)

w wersji jasnej...


czyli delikatny łańcuszek z ratanu, maleńkie sysunie, nieco ostrokrzewu... i reniferek... średnica ledwie 15 cm - wianka, nie zwierzyny... ;D
jest tez i wersja ciemniejsza, czyli tradycyjnie brzozowa... :) z siankiem, konikiem na biegunach i ostrokrzewem... 


właściwie bardziej zimowe niż świąteczne... polubiłam je na tyle, że nie oddałam nikomu... ;)

przypominam o FASOLKOWYM CANDY...

to ostatnie minuty niemal... ;) w poniedziałek wysyłka niespodzianki.... :)
póki co posyłam nieco ciepła :*

wtorek, 15 grudnia 2015

EKO-SERDECZNIE..., czyli sa tez spontaniczne nowosci...

witajcie :)

jest możliwość, ze w najbliższym czasie posty na blogu będą częstsze... nie, że niby znalazłam sposób na przedłużenie doby... po prostu - więcej robię niż o tym gadam... ;)
na dowód.... żeby nie było, ze tak trzymam się li tylko klasyki... nowość: wianek-serduszko....


zostało się jedno, jedyne zdjęcie... musi wystarczyć... w podkładzie brzoza, of course... brzozowe gwiazdki, ratanowe kulki, nieco faszyny, nieco sztucznego ziela i czerwieni... ale lniana choina z bawełniana koronką... po prostu Do It Yourself... :)

żeby nie było zbyt krótko i za mało obrazków, to dorzucę jeszcze jeden wieniec...


czy z drugiej strony, jak to woli...  pachnący, apetyczny... robiłam już porządki na biurku, szafce i podłodze i żal mi się zrobiło, więc spontanicznie ujęłam rewolwer z klejem i... poszło :)


przypominając o    FASOLKOWYM CANDY z niespodzianką wysyłam sporo ciepła :*

środa, 11 listopada 2015

ZROB TO SAM.., czyli o bizuterii z lasu japonskiego...

witam :)
może 11 Listopada nie wypada spędzać pisząc o japońskim lesie przy dźwiękach muzyki celtyckiej, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że jak co roku wywiesiłam biało-czerwoną flagę, a biżuteria powstała znacznie wcześniej... ;) proszę państwa, przed państwem skrawek mojej fascynacji stylem Mori Girl (o którym można poczytać np. TU albo TUTAJ, albo po prostu pooglądać OBRAZKI)...  
próbuję jednakże przystosować go do swojej słowiańskiej duszy, figury i wieku, licząc się z polskimi realiami stylu w pracy... :) dlatego ja tak po troszku, ostrożnie... zaczęłam od biżuterii... to moja osobista odmiana mori (jap.: las właśnie):
 

uwielbiam białe bluzki, koszule, koronki (w stonowanej ilości), warstwy ubrań, perły i... las właśnie...


moje korale to szydełkowa robota plus metalowe zawieszki, stare monety i...


...żołędzie - właściwie czapeczki z szydełkowymi kuleczkami... nieco krzywo ujęte ;)


całość zamontowana w dwa jubilerskie "chwytaki"... :)


nadal tez uczę się wire rapping... kolejne wyniki:


jeszcze nie zdecydowałam, co z nimi zrobić, jak i gdzie przyczepić... pewne jest, ze potrzebuję leśnej biżuterii w kolorze srebra... :) a kupienie gotowca jakoś mnie nie cieszy ostatnio...


myślicie już o gwiazdkowych prezentach? bo że o bożonarodzeniowych ozdobach tak - to widzę na blogach i fejsie... ja na ozdoby muszę mieć świąteczny nastrój, na razie trzymam się jesieni..
i z tej okazji wysyłam trochę ciepła :*


niedziela, 21 czerwca 2015

BYLE DO LIPCA.., czyli o doczołgiwaniu i radosnych planach...

witajcie...
w tym pośpiechu nie zrobiłam fotki ślubnego pudełka, z którym stawiliśmy się na uroczystości tydzień temu... trudno... odliczam już godziny do lipca, kiedy to uciekam na urlop... łaknę go, pożądam, pragnę, chcę i potrzebuję... ten rok na serio był bardzo obfity i intensywny... a przyszły zapowiada się podobnie...

oprócz leżenia, spania, leżenia, spania, czytania, leżenia, spania... planuję na urlopie intensywne prace szydełkowe... tym bardziej, że są zamówienia: a to na koci wianek, a to króliczkowe korale, a samej marzy mi się kilka drobiazgów... :)
koniec gadania... przed państwem pudełko... ślubne, a jakże... zamówione na przyszły weekend... pochmurno u nas, to i fotki nie najlepsze...

tym razem gołąbki w wersji mini i na "dachu"... ;)


rzut z lotu ptaka na wnętrze...


i nieco zbliżeń... tym razem w środku romantyczna scenka rodzajowa... ;) nie było czasu zamawiać tekturek, więc sama musiałam stworzyć tę oto tekturową parkę... i różyczki...
widok z przodu...


...i z tyłu...

miejsce na gotówkowy prezent koniecznie musi być... w roli pieniądza - zwinięty kawałek papieru... ;)


wysyłam nieco ciepła... :* byle do wakacji!


poniedziałek, 30 marca 2015

MARCOWI ULUBIENCY.., czyli o swiatecznych nastrojach nieco vintage... albo rustykalnie - jak kto woli...

dziękuję wam za serdeczności urodzinowe :)
dziś króciutko, bo praca żyć nie daje :/może i wy też dostrzeżecie to coś w tych wiankach, co ja.. mimo kiepskich fotek (patrz: poprzedni post) ;)


 to mój namber łan... ;D moje ludzkie oko widzi tam delikatność, pastele i perły... w wiejskim sianku :)
 
 
 a tu, poniżej, ekskluzywna wiejskość bardziej brązowa i owalna... ;)


jajeczka z masy papierowej, of course, w perle...


ok, dość tej świątecznej komercji... czas na rzeczy najważniejsze...
czego i państwu w ten Wielki Tydzień życzę... wysyłam nieco ciepła :*