„(…) proces twórczy zawarty w tworzeniu działa uzdrawiająco, a podstawą tego procesu jest to, że większość ludzkich myśli i uczuć wyraża się bardziej w obrazach niż słowach. Dzięki temu ludzie zajmujący się tworzeniem lepiej radzą sobie ze stresem i urazami psychicznymi, nabywają zdolności poznawcze i doznają objawów radości, jaką daje obcowanie ze sztuką”.

W. Szulc, Historia Arteterapeutyki, „Edukacja i Dialog”, 8/2006

Translate

środa, 22 lutego 2017

DLA WIELBICIELI SOW.., czyli o prezentach jeszcze jeden post...

witajcie,
filcowanie ciąg dalszy... ;)
o mały włos zapomniałabym wam pokazać zawieszki na drzwi - ubiegłoroczny prezent bożonarodzeniowy dla moich siostrzenic... widzieliście już sowie poduchy do nowych pokoików TU, czas poszerzyć ofertę... :) no, dobra, już bez "gadania"... przed państwem sowy, again...


przepis podobny jak na leniwca czy pandę...


pomysł ściągnięty z netu... owszem


ale wybór kolorów narzucony przez dziewczyny... 4-letnia Magda lubi róż, a 10letnia Baśka woli fiolet... 


i właściwie niewiele więcej mam do dodania...
wysyłam nieco ciepła :*

niedziela, 19 lutego 2017

OSOBISTY ZWIERZAK PRZYBOCZNY.., czyli o nadrabianiu zaległosci

witajcie,
zaniedbałam się blogowo... swoją dobę muszę podzielić na pracę zarobkową, zarobkowo-przyjemną, studiowanie i regenerację, czyli najczęściej sen i przygotowywanie posiłków... a propos posiłków - zauważyłam, ze im zdrowsze są, tym bardziej boli mnie brzuch... ;) ale to na marginesie

aby umilić sobie obie prace, zabieram ze sobą zwierza... nie wierzycie? popatrzcie!
ot, takiego na przykład leniwca... o jakże charakterystycznych dla mnie cechach... ;)


wpina się go w klapę, w sweterek czy co tam jeszcze i już ma się miłą przypominajkę, że w pracy nie ma co przesadzać... ;)


dobrze też czasem zabrać pandę...


chociażby dlatego, ze jest słodziutka... czy w tych oczach nie czai się prośba - wracajmy już do domu? trudno odmówić ;)


jak widzicie, kochani, zebrało mnie na filcowe szaleństwa... przepis na takowe broszki jest prosty: wymyślasz sobie zwierzaka, znajdujesz rysunek/wzór w necie, drukujesz w odpowiedniej skali, wycinasz z filcu, zszywasz, wypychasz, doszywasz coś do przypinania i masz!

i taka prostotę lubię najbardziej...
wysyłam sporo ciepła :*

niedziela, 1 stycznia 2017

OWOCOWA ZIMA.., czyli o obiecanych kliamtach domowych

witajcie :)
słońce zaświeciło... wtedy w całej krasie stanęły też moje nieumyte na święta okna ;D oprócz tego popełniłam kilka fotek... ;) tych obiecanych... nie jestem w żadnym wypadku mistrzem dekoracji domowych... w święta wchodzę tradycyjnie w nadmiar i miks stylów... ale co tam - taka właśnie jestem!


zacznę od pudełka, które przygotowałam dla małża na jego prezencik...


pomysł znalazłam kilka lat temu w internecie i bardzo się mi spodobał... a że w tym roku małż zamówił bardzo płaski i mały prezent, mogłam pomysła wykorzystać ;) chodzi o wykorzystanie pudełka, nie małża... ;)


użyłam koronkowej mini serweteczki produkcji własnej oraz rożne przydasie, pomponiki i dzwoneczki - wszystko obficie spryskując śniegiem w sprayu i brokatem ;)


to było na niebiesko, teraz zdecydowanie w klimatach czerwieni... ;) moje domowe ozdoby na ten, a raczej ubiegły już rok:


choinka, of course... od lat żywa, pachnąca, niewielka... ustawiona koło luster, które zawisły przy okazji niedawnego remonciku... zabawki szyte, szydełkowane i zakupione :)


tu nasz kącik grający... z ścianą fotek...


stroik, aniołek i lampka...


a tu już ozdobiony jelonek naścienny...


i wianek na stół... owoce, ptaszki, sysyunie... jak to w lesie...



to taki szybki świąteczny domowy przegląd - bo lada moment wszystko wróci do pudeł... szkoda...


wysyłam sporo ciepła :*

czwartek, 29 grudnia 2016

POD CHOINKA..., czyli slow parę o swiatecznych upominkach...

witajcie :)
miało być o tegorocznych stroikach bożonarodzeniowych... ale... jak świeci słońce i fotki byłby znośne, to nie ma mnie w domu... wracam - ciemno... eh...

ale mam kilka zdjęć prezentów dla siostrzenic... :D mają nowe, wyremontowane pokoiki, gdzie motywem przewodnim są sowy... więc już dwa miesiące przed Gwiazdką ciocia szukała pomysłów i je wykonywała :) na pierwszy ogień poszły szydełkowe poduchy... :)




dla Basi z przewagą fioletu... to dla mnie wyzwanie, ta akurat barwa jakoś mi nie leży...


wykorzystałam dostępny za darmo w internecie wzór sówek wpisanych w babcine kwadraty...


dla Madzi miał szaleć róż... znalazłam gdzieś wzór na dwie sowie podkładki, które umieściłam - oczywiście - na rozległych babcinych kwadratach ;)


no i poszło...


zużyłam nieco włóczki, ale od Dzieciątka otrzymałam kolejne motki... nic w przyrodzie zatem nie ginie ;)

a jeśli już mowa o poduszkach... dwa dni przez świętami musiałam wejść do jednego hipermarketów... trafiłam na wyprzedaż ozdób; były tam dwie podusie z psami... i to akurat moimi :) złapaliśmy po jednej z małżem i szybko do kasy!


bo jak moglibyśmy sobie odmówić? ;)
wysyłam sporo ciepła :* ponoć ma zaatakować znienacka mroźna zima....

wtorek, 27 grudnia 2016

W KLIMATACH SWIATECZNYCH.., czyli gdy za oknem wieje....

witajcie :)
już po przedświątecznej krzątaninie... u mnie mało sprzątania, troszkę więcej niż rok temu gotowania i pieczenia (ot, pierwszy raz w życiu sama z małżem robiłam Wigilię, piekłam pierniczki i gotowałam barszcz), nieco rękodzieła prezentowego, sporo gościny  :) jakoś tak spokojniej, łagodniej... 
teraz siadłam na zasłużony przegląd blogów, pinteresta i nowości facebookowych... za monitorem widok na przyblokowy placyk... szaro, chmurzaście i wietrznie... brrryy.. małż z talerzem pełnym świątecznych wypieków ogląda startreka...  ot, oktawa Bożego Narodzenia :)

w tym roku mniej uczyniłam wianków... ciągle w tym samym stylu stajenkowym ;) tak więc zaczęłam od adwentowego... a jakże... :) prosto - sztuczna choina (żadne zielone igliwie nie przetrwa w moim ciepłym mieszkaniu 4 tygodni), cztery świece, nieco sysuni, kilka uszytych gwizdek ozdobionych szydełkową koronką...


a potem ruszyła mini produkcja ;)
coś z czerwienią...


z gwiazdą, wołem i osiołem...


i powtórka, ale dla tych, którzy czerwieni nie uwielbiają ;)


no i mój ulubieniec - w koronkowej bieli...


z baraniną i zieleniną kwaśnych jabłek...


nie mogło zabraknąć wianka dla wielbicieli słodkości...



lubię robić te wianki... mam sporo frajdy w formowania brzozowych gałązek, szycia figurek Świętej Rodziny i zwierzyny, a potem to ozdabianie... :)
pogoda nie sprzyja fotografii... ale postaram się pokazać Wam niebawem, na jaki motyw postawiłam w tym roku w ozdobach domowych... będą też szydełkowe prezenty :)

pozdrawiam Was cieplutko i cukieraśnie... :*



sobota, 10 grudnia 2016

St. Claus is coming to town... czyli o niebyciu goloslownym

witajcie,
zgodnie z tytułem i zapowiedzią - żeby nie być gołosłowna (fajny wraz, nie?) dziś kolejny post :) jestem z siebie dumna ;)
dziś przed państwem broszka... miała mieć swój debiut wpięta w klapę swetra w ubiegły wtorek, w dniu św. Mikołaja... niestety, grypa plus jej powikłania udaremniły nam plany... :/ pozostałam w piżamkę, w którą raczej nic nie wpinałam ;)


zauważyłyście? ostatnio trochę filcowo u mnie ;)


lubię filc... jest miły, ciepły i puchaty... a ja się naoglądałam cudeniek w internecie... :) pracuję też nad gwiazdkowym prezentem dla siostrzenic, które oszalały na punkcie sowiego motywu i tak właśnie dekorują swoje nowe pokoiki... ciocia nie odmówiła pomocy ;)


wysyłam sporo ciepła :*

czwartek, 8 grudnia 2016

MYSIE SPRAWY.., czyli o opowiescie niemal wigilijnej...

witajcie :)
tak długo mnie tu nie było, ze aż mi wstyd... ale same rozumiecie - nowy profil w pracy, nowe wyzwania i związane z tym stresy i frustracje... wciągnęło mnie na dobre... mam takie warzenie, ze blogi odchodzą do lamusa na rzecz fanpejdżów... :/ nie podoba mi się to - zwłaszcza u mnie... więc powstrzymując tę falę szybko nadrabiam wpisy :) zanim nastąpią świąteczne klimaty, to na pierwszy front: Pani Myszka...


tym razem z filcu... jest maleńka, jak to myszka... niecałe 6 cm


zainspirowały mnie światowe dzieła koleżanek w necie - po prostu mysie filcowe cudowności, stylizowane na klimaty Dickensowskie...


stąd u Pani Myszki wełniana ciepła chusta... na drutach - jako że na drutach właśnie uczę się robótek... a to było wezwanie ze względu na kształt i wielkość... właściwie powinnam napisać - maleńkość... ;)


myślę, ze to jedna z pierwszych myszek... z miejsca ja pokochałam...


nie wiem, skąd u mnie to uwielbienie dla misiaczków, myszek i takich tam innych słodkości... ;) może dlatego, ze od trzech tygodni nie jem cukru? ;) w naszej nowej witrynce lale, króliki, Trzej Bracia i inna zwierzyna rozsiadła się wygodnie wśród książek... zaskakując gości - jako że z małżem potomstwa nie posiadamy, a w wieku jesteśmy mocno po balzakowskim ;) skąd więc tu tyle zabawek?


tak czy inaczej... pozdrawiamy was serdecznie... :) wysyłamy nieco ciepła :*

sobota, 22 października 2016

TRZECI BRAT..., czyli rzecz o wrazliwosci i opiece

witajcie,
mam od wczoraj tak, jak dziś ma pogoda... zza chmur czasem zaświeci słońce - po tygodniu deszczowej szarości... pochorowałam się, dopadły mnie wirusy i rozłożyły na łopatki... czas spędzam w łóżku śpiąc, leżąc, słuchając audiobooków... bo na tyle energii starcza... dziś szału nie ma, ale o niebo lepiej niż wczoraj... dlatego mogę przedstawić wam trzeciego z braci...


wg legend powinien być to trzeci, najmłodszy z rodzeństwa... to właśnie on posiada prostą mądrość, pokorę i dobroć... psychologicznie dałabym mu pierwsze lub drugie miejsce w narodzinach... 


jakkolwiek by nie było, Trzeci Miś nie wstydzi się wrażliwości, dobroci i różowego noska... chodzi też z torebką - bo kto mu zabroni...


ma też adoptowanego synka... no i co, ze innego gatunku...


Trzeci Miś pokochał go całym swym sercem... a Zajączek odwdzięcza sie tym samym...


razem wędrują przez świat....


gdy Zajączka rozbolą nóżki, to Miś chętnie zabiera go do torby...


wysyłamy sporo ciepła... :* na te październikowe deszcze...