„(…) proces twórczy zawarty w tworzeniu działa uzdrawiająco, a podstawą tego procesu jest to, że większość ludzkich myśli i uczuć wyraża się bardziej w obrazach niż słowach. Dzięki temu ludzie zajmujący się tworzeniem lepiej radzą sobie ze stresem i urazami psychicznymi, nabywają zdolności poznawcze i doznają objawów radości, jaką daje obcowanie ze sztuką”.

W. Szulc, Historia Arteterapeutyki, „Edukacja i Dialog”, 8/2006

Etykiety:

Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filc. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lutego 2017

WIOSNA TUZ, TUZ..., czyli o króliczych przymiarkach...

witajcie,
wciągnęłam się w filcowe słodkości... wypróbowałam więc przepis na królika...


był taki słodki, ze nie mogłam się oprzeć... bo kto by mógł?


jeszcze nie wiem, co z nim zrobię... może wskoczy na któryś wiosenny wianek? może broszka-gigant? breloczek? macie pomysły?


wysyłam mnóstwo ciepła :*

środa, 22 lutego 2017

DLA WIELBICIELI SOW.., czyli o prezentach jeszcze jeden post...

witajcie,
filcowanie ciąg dalszy... ;)
o mały włos zapomniałabym wam pokazać zawieszki na drzwi - ubiegłoroczny prezent bożonarodzeniowy dla moich siostrzenic... widzieliście już sowie poduchy do nowych pokoików TU, czas poszerzyć ofertę... :) no, dobra, już bez "gadania"... przed państwem sowy, again...


przepis podobny jak na leniwca czy pandę...


pomysł ściągnięty z netu... owszem


ale wybór kolorów narzucony przez dziewczyny... 4-letnia Magda lubi róż, a 10letnia Baśka woli fiolet... 


i właściwie niewiele więcej mam do dodania...
wysyłam nieco ciepła :*

niedziela, 19 lutego 2017

OSOBISTY ZWIERZAK PRZYBOCZNY.., czyli o nadrabianiu zaległosci

witajcie,
zaniedbałam się blogowo... swoją dobę muszę podzielić na pracę zarobkową, zarobkowo-przyjemną, studiowanie i regenerację, czyli najczęściej sen i przygotowywanie posiłków... a propos posiłków - zauważyłam, ze im zdrowsze są, tym bardziej boli mnie brzuch... ;) ale to na marginesie

aby umilić sobie obie prace, zabieram ze sobą zwierza... nie wierzycie? popatrzcie!
ot, takiego na przykład leniwca... o jakże charakterystycznych dla mnie cechach... ;)


wpina się go w klapę, w sweterek czy co tam jeszcze i już ma się miłą przypominajkę, że w pracy nie ma co przesadzać... ;)


dobrze też czasem zabrać pandę...


chociażby dlatego, ze jest słodziutka... czy w tych oczach nie czai się prośba - wracajmy już do domu? trudno odmówić ;)


jak widzicie, kochani, zebrało mnie na filcowe szaleństwa... przepis na takowe broszki jest prosty: wymyślasz sobie zwierzaka, znajdujesz rysunek/wzór w necie, drukujesz w odpowiedniej skali, wycinasz z filcu, zszywasz, wypychasz, doszywasz coś do przypinania i masz!

i taka prostotę lubię najbardziej...
wysyłam sporo ciepła :*

sobota, 10 grudnia 2016

St. Claus is coming to town... czyli o niebyciu goloslownym

witajcie,
zgodnie z tytułem i zapowiedzią - żeby nie być gołosłowna (fajny wraz, nie?) dziś kolejny post :) jestem z siebie dumna ;)
dziś przed państwem broszka... miała mieć swój debiut wpięta w klapę swetra w ubiegły wtorek, w dniu św. Mikołaja... niestety, grypa plus jej powikłania udaremniły nam plany... :/ pozostałam w piżamkę, w którą raczej nic nie wpinałam ;)


zauważyłyście? ostatnio trochę filcowo u mnie ;)


lubię filc... jest miły, ciepły i puchaty... a ja się naoglądałam cudeniek w internecie... :) pracuję też nad gwiazdkowym prezentem dla siostrzenic, które oszalały na punkcie sowiego motywu i tak właśnie dekorują swoje nowe pokoiki... ciocia nie odmówiła pomocy ;)


wysyłam sporo ciepła :*

czwartek, 8 grudnia 2016

MYSIE SPRAWY.., czyli o opowiescie niemal wigilijnej...

witajcie :)
tak długo mnie tu nie było, ze aż mi wstyd... ale same rozumiecie - nowy profil w pracy, nowe wyzwania i związane z tym stresy i frustracje... wciągnęło mnie na dobre... mam takie warzenie, ze blogi odchodzą do lamusa na rzecz fanpejdżów... :/ nie podoba mi się to - zwłaszcza u mnie... więc powstrzymując tę falę szybko nadrabiam wpisy :) zanim nastąpią świąteczne klimaty, to na pierwszy front: Pani Myszka...


tym razem z filcu... jest maleńka, jak to myszka... niecałe 6 cm


zainspirowały mnie światowe dzieła koleżanek w necie - po prostu mysie filcowe cudowności, stylizowane na klimaty Dickensowskie...


stąd u Pani Myszki wełniana ciepła chusta... na drutach - jako że na drutach właśnie uczę się robótek... a to było wezwanie ze względu na kształt i wielkość... właściwie powinnam napisać - maleńkość... ;)


myślę, ze to jedna z pierwszych myszek... z miejsca ja pokochałam...


nie wiem, skąd u mnie to uwielbienie dla misiaczków, myszek i takich tam innych słodkości... ;) może dlatego, ze od trzech tygodni nie jem cukru? ;) w naszej nowej witrynce lale, króliki, Trzej Bracia i inna zwierzyna rozsiadła się wygodnie wśród książek... zaskakując gości - jako że z małżem potomstwa nie posiadamy, a w wieku jesteśmy mocno po balzakowskim ;) skąd więc tu tyle zabawek?


tak czy inaczej... pozdrawiamy was serdecznie... :) wysyłamy nieco ciepła :*