witam wszelakie słodziaki :)
dziękuje za wpisy i rady - pomysł z krochmalem wydaje się kojący... podejrzewam, ze chodzi o ten prawdziwy krochmal, bo ten gotowy z butelki jakoś nie zadziałał... ;) zawsze z ekscytacją czekam na wasze komentarze i cieszę się, gdy mnie odwiedzacie... :) z przyjemnością patrzę, co tam u was nowego... :)
mój mikro-konkursik rozwiązany... :) Joasia, jako wytrawna szydełkoholiczka, poznała od razu... tak, to girlanda... ;)
to prezent na dzień matki... opanowałam swe lenistwo i gotowe dzieło wyprałam, wykrochmaliłam i wysuszyłam rozciągając za pomocą szpilek i podkładki ręcznikowej (i to chyba było zmyłką)... dziś rozwiesiłam, żeby zobaczyć efekt... :)
mama ma znacznie większą kuchnię na działce, na stole czerwony obrus w białe kropy, a do tego czajnik w ten sam deseń... mam nadzieję, że się jej spodoba...
i jako się rzekło - zrobiłam wczoraj wianek... Truskawkowe szaleństwo :)
właściwie to połączyłam elementy przygotowane wcześniej...
truskawy, liście, kwiatki i... tak, tak - dobrze poznajecie - bączki... dla mojego małża nadal pszczoły... ;)
podkład jest polarowy, dorzuciłam parę listków filcowych... bo co tak będę tylko ten akryl i akryl... ;)
nadal odpoczywam od szydełka... w ramach ukojenia dla rąk (zwanych przez siostrzenicę "ręcami", w odmianie na ten przykład "odpocznienie dla ręców") wzięłam się za gotowanie... tarłam ziemniaczki, marchew i cukinie na placki (polecam - pychotka!) plus spory kawał naskórka z trzech palców... to tak w ramach odpocznienia od szydełka - przez tydzień nie będę w stanie owinąć nitki wokół palca... ;D
kończąc tradycyjnie zdjęciem psa, wysyłam mnóstwo energii, radości, o cieple nie zapominając :* niech truskawki będą z wami... ;)

























