„(…) proces twórczy zawarty w tworzeniu działa uzdrawiająco, a podstawą tego procesu jest to, że większość ludzkich myśli i uczuć wyraża się bardziej w obrazach niż słowach. Dzięki temu ludzie zajmujący się tworzeniem lepiej radzą sobie ze stresem i urazami psychicznymi, nabywają zdolności poznawcze i doznają objawów radości, jaką daje obcowanie ze sztuką”.

W. Szulc, Historia Arteterapeutyki, „Edukacja i Dialog”, 8/2006

Translate

niedziela, 21 grudnia 2014

PRZERYWNIK.., czyli o bialym, a jakże...

witajcie,
wśród zapachów cynamonu, pasty do podług i przyprawy do piernika... :) taki mały przerywnik... biały, a jakże...


kolejna śnieżynka? i jaki to przerywnik? przypatrzcie się dobrze... widzicie? tak! dywanik!


dywanik szydełkowany z osobiście uczynionego zaggpedi... pocięte stare, pogryzione kocyki psa... starczyło i na nową budkę i na dywanik...


buda już pokiereszowana i ugnieciona na psią modłę... nie dało się namówić Gizmo, żeby akurat wtedy, gdy robię zdjęcia, wlazł i zapozował... ;)


to takie moje dwa małe (małe? szydło nr 9 :)) przerywniki wśród świąteczne... zdążyłam przed dzisiejszym deszczem umyć i przystroić okna... pozbyłam się kurzy w jednym pokoiku... większość prezentów kupiona - na rękodzieło nie starczyło czasu... jako że na kiermaszu poszły i zrobione na moje osobiste okna gwiazdki, mam nadzieję zdążyć z kilkoma w tzw. międzyczasie... przecież jeszcze 3 dni do wigilii... :)

wysyłam mnóstwo ciepła... :* i nadziei na śnieg...



wtorek, 16 grudnia 2014

KIERMASZOWO..., czyli o choinkach, again...

dzis szybciutko... tak jak szybko powstały i poszły do swoich nowych właścicieli choinkowo-gwiazdkowe girlandy i inne twory... ot, takie na przykład wariacje na temat choinki... ;)


zdjęcia nie najlepsze, bo nocne, w trybie lampy błyskowej... ale ta to już w grudniu jest: wychodzę do pracy - ciemno... wracam -ciemno... 


pomysł prosty, z szeregu tych Do It Yourself... prawda? ;)
powstały (i sprzedały się) tez dwa wianki - fotki szybko machnęłam... Gizmo ma tez nowe eksperymentalne posłanie... ale to już inne historie... 
wysyłam mnóstwo ciepła... :*

sobota, 13 grudnia 2014

KROK PO KROKU, KROK PO KROCZKU, NAJPIEKNIEJSZE W CALYM ROCZKU... , czyli o swiatecznym bładzeniu miedzynarodowym...

witajcie..
 eksperyment z publikacją posta mimo mojej nieobecności się udał.. może tylko zbyt ciężki temat tam podchwycony... więc teraz bez dylematów, zdecydowanie mojego autorstwa świąteczne mini wianki :D


 miały być w stylu skandynawskim... a wyszły - jak zawsze... wiejskie, rustykalne... :)


komplecik z guziczkami i...


...perełką nawiązującą do jemioły...


drugi zestaw - znów mając być skandynawski - zawędrował w klimaty Prowansji...


w ramach lawendy wystąpił wrzos... ;)


oczywista rzecz - wianki szydełkowane, usztywnione mieszanką klejowo-krochmalową...


w moim ulubieńcu radiowym rmf classic właśnie świątecznie grają... nie da rady - trza brać się na poważnie za bożonarodzeniowe dekoracje :) czego i państwu życzę... wysyłając trochę ciepła :*



sobota, 6 grudnia 2014

EKSPERYMENT.., czyli o autorskich skruypułach i choinkowych zabawkach...

witajcie :) 
jeśli to czytacie w niedzielę/poniedziałek, to znaczy, że mój internetowy eksperyment się powiódł... wtedy HURRA!... ja tymczasem przebywam w małej wioseczce słynącej ponoć z farmy strusi... czy tak jest - napiszę, gdy wrócę... :)
zostawiłam wam wraz z fotkami temat, który czasem mną zaprząta... kiedy to inspiracja - a kiedy ściąganie żywcem? kiedy łamie się prawa autorskie, a kiedy nie? i jak - u licha - znaleźć autora, żeby zapytać?
do rzeczy... przykład pierwszy... 


tu wykonanie moje, ale pomysł znaleziony w necie - trudno znaleźć autora... marny ze mnie kopista - chcę czy nie - w każdą z prac wsadzam swoje kolory i niezręczne wykonanie...


poza tym - kto właściwie jest autorem pracy? czy ta osoba, na blogu której znajduje się zdjęcie? ot, chociażby takie tildy? każdy może uszyć i powiedzieć "moje dzieło", to obserwuję na blogach... faktem jest, że można kupić książkę z wykrojami i wykonać lepiej lub gorzej... zatem? inspiracja czy ściąganie żywcem?

tu sprawa nieco prostsza... znalezione w necie ze schematem...  mój osobisty wkład to wstążka (ale też pomysł podpatrzony gdzieś) i dzwoneczek... ale na to może wpaść każdy, prawda? ;)


tu podobnie... z netu (zapewne z pinteresta) wraz z mini-tutorialem...  stworzyłam kilka, bo sprawdzałam, który kolor czerwieni i faktura filcu to ta najlepsza... :) 


na razie potraktowane jako skrapki, przydasie - pewnie zaistnieją w wiankach... ;)


tu już trudniej... znlezione w necie, pewnie ktoś wymyślił (ale kto pierwszy?) - dla przyzwoitości - zmieniałm nieco kolorystykę... ale głowna idea - zdecydowanie nie moja...


podobało mi się wielce i nie mogłam się oprzeć, żeby nie zrobić swoich... :)



wierzcie mi, oryginał osiołka lepszy... ale i tak go kocham... :)


zatem... kradnę? korzystam? inspiruje się? eh... chiński przemysł nie ma takich skrupułów... ;D

tak czy ianczej... wysyłam mnóstwo ciepła.... :*

aha... Rapek, again... nie pozostawia złudzeń - kradnie... ;D




wtorek, 2 grudnia 2014

LET IT SNOW, LET IT SNOW.., czyli o bialych i tych polskich zimach...

ello, śnieżynki.. i inne bałwany ;)

jutro sobie jadę, może nie być neta, dlatego dziś będę informatycznie eksperymentować... na szczęście małż się zna, to w razie czego będzie naprawiał i ratował... ;D tam, gdzie jadę, ma w czwartek nieco poprószyć... a potem wyjdzie słońce (nareszcie!) i wszystko cudnie stopi - i jak to u nas zostawi szarą breję zwaną chlapą... ;) zatem u was biała czy szara ta zima?

ja wolę białą, zakupiłam więc śnieg w sparju, sprawdziłam, jak zrobić swój biały puch z pieluchy i wyciągnęłam wielki kordonek... i oto mam -  swój private snow...


oczywiście, że w girlandzie ;D w tle - mój new sweterek ;) a tu bez sweterka...


a tu dalsze poszukiwania gwiazdko-śnieżynki idealnej... sprawdzam kolejne wzory... potem wszystkie przyczepię na przeźroczystej żyłce na karniszu... będzie mi ładnie i sucho padało przed oknem... :)


jest ich więcej, ale na razie tyle usztywniłam pastą krochmalowo-wikolową... ;) prawda, że w szarościach bardziej po polskiemu?


a tu zobaczcie, jaki klimat potrafią te moje girlandy wyczarować... nie zwracajcie uwagi na te zmasakrowane retuszem twarze na zdjęciach... ;D


 skoro już mowa o bieli... w myśl zasady: jak się nie ma, co się lubi, to się robi z tego, co się ma... stworzyłam sobie własną zpagetti... za free... jeden z moich psiurów ma zaburzenia lękowe (myśliwski pies, który boi się piórek, zwłaszcza różowych), a drugi - aby uspokoić swoje adhd - wygryza we wszystkim dziury (więc ma paskudną plastikową budę, której nie da rady) i to właśnie on był przyczyną mojego natchnienia... pocięłam jego trzy cienkie - kiedyś białe - kocyki polarowe, oczywiście z wygryzionymi dziurami... połączyłam, zwinęłam i teraz pracuję nad ciepłą szydełkową budą dla psiny... :)


rozrzut wielkości szydełek i "włóczek" mam zatem obecnie niezły...  :)


ok, wracam do moich kilku zaczętych rękoczynów... wysyłam mnóstwo ciepła... :*

aha, nic u nas bez nas... ;D Rapuś kradnie mi rózne rzeczy - trzeba być szybkim... ;)

niedziela, 30 listopada 2014

WYZWANIE 11.., czyli o malym marudzeniu na brak słonca, klopotliwym adhd i o wariacjach na temat choinki...

witajcie, gwiazdeczki :)
czekałam, czekałam, czekałam... i się nie doczekałam na słońce zza szyby - trzeba było robić zdjęcia już... żeby zdążyć na ostatni dzwonek, 30 listopada, i zgłosić swoją pracę na wyzwanie Szuflady :)


zgłaszam tą choinkową, a jakże, girlandę w Bingo w linii: biały - sznurek - koronka...
a że nie mogłam zdecydować się na rodzaj guziczków, powstały az trzy girlandy... :)



skorzystałam ze schematu znalezionego na Pintereście...
i ciągle mam zajawkę na klimaty wiejsko-rustykalne, wiec musiał być sznurek i drewno :D


każda z innymi guziczkami... girlanda, nie choinka :)


bo to choinka, widzicie, prawda? koleżanka z pracy widziała w tym gwiazdkę ;D


mimo pracy, robali (są, są - sąsiedzi zadbali :/) i łażenia po lekarzach z powodu chorej tarczycy (a może tez i dzięki niej - mam jakieś małe adhd ;)) powstało już sporo - jak na mnie - świątecznych rozmaitości... ale po kolei... poczekajmy na słoneczko ;)

pozdrawiam cieplutko... weny, nastroju i pogodnego klimatu... wysyłam troche ciepła :*


sobota, 22 listopada 2014

SZARE, BURE I... NIJAKIE?.., czyli o cieple polnocnych krain i tesknocie za Istota...

witajcie :)

właśnie siedzę i wykrawam zwierzynę, choiny i inne przydatne kształty do świąteczno-zimowych wianków... tak, tak... jest coraz zimniej, wieczory długie, pogoda nie namawia do spacerów... szydełkowa praca również wre... ot, chociażby następna część pledu... postanowiłam zrobić jeszcze jedną "warstwę", żeby kocyk by dłuższy, a dopiero potem dokończyć i połączyć kawałki... jak małż humorystycznie latem przewidział - na święta pled będzie gotów... ;D

proszę państwa, oto szary...


 ale czy na serio jest bury i nijaki?


to duża połać materii, więc urozmaiciłam szarość zimnym niebieskim... taki mroźny powiew z północy...
teraz planuję pas ciepłych brązów, dla odmiany... :)

oprócz tego przede mną jeszcze spora dawka przyjemności ozdób choinkowych, szopki, złota i śniegu... coraz bardziej chce mi się dopatrywać pod tym wszystkim Istoty tych świąt... mam nadzieję, że zobaczycie to w moich pracach...
póki co... przesyłam mnóstwo ciepła :*


sobota, 15 listopada 2014

SHHH.. FAIRIES SLEEPING.., czyli o wyzwaniach, napawaniu się jesienia i o małych dziewczynkach..


witajcie :) 

czy macie w sobie jeszcze tą małą dziewczynkę, która wierzy w skrzaty, piękne zamki i dobre wróżki? co za pytanie... gdybyście  nie miały, nie tworzyłybyście tylu pięknych rzeczy... kocham baśnie, a świat fantazji ciągle mnie do siebie wzywa...
gdy zrobiłam sobie kuchenny wianek coś w nim mi brakowało... wiedziałam, ze po prostu mieszkają tam wróżki - a że już jesień, a one skromne i nieśmiałe, to gdzieś się ukryły... od dłuższego czasu zachwycam się małymi ogrodami - nie zdążyłam w tym roku zrobić mieszkania dla skrzatów na działce mamy... tęsknota za posiadaniem takie baśniowego domku nie dała mi jednak spokoju... i oto jest... mój mały wróżkowy świat... :)



zdjęcia nie są najlepsze - nie ma dziś słoneczka (a ja bardzo chciałam wam pokazać :)), no i chyba się mi ręce trzęsły... ;D
wybrałam formę dioramy - odkrytą niedawną - która jest brakującym ogniwem w niektórych moich wiankach... jest stabilna i w moim stylu ;) całość to 30 x 27 cm - taką małż zbił ramę z pozostałosci ...domek nie przekracza 15 cm... czyli wielkość oryginalna... wróżki są małe, prawda?


wykorzystałam deski z kanapy, która musieliśmy wyrzucić...  reszta to dary natury: mech angielski (uwielbiam jego zapach), brzozową korę własnoręcznie zbieraną i suszoną, kamyki znad polskiego morza, malutkie żołędzie, modrzewiowe szyszki, patyczki i liczmany, własnoręcznie uhodowane filcowe dynie :)


a gdzie wróżki? jest jesień - wcześnie chodzą spać :) jedna zgubiła nawet swoją magiczną różdżkę :)


oczywiście, że domek nie jest idealny... musiał jednak powstać szybko, żeby zdążyć na Magiczne Wyzwanie w Craft Style..
                                               

u mnie jeszcze jesiennie... trwa hodowla grzybni - na biurku, no bo gdzie? :)


ale już powoli myślę o zimie i Bożym Narodzeniu... a póki co, posiedzę jeszcze z filiżanką herbatki przy moim wróżkowym domku...
wysyłam troche ciepła :*