„(…) proces twórczy zawarty w tworzeniu działa uzdrawiająco, a podstawą tego procesu jest to, że większość ludzkich myśli i uczuć wyraża się bardziej w obrazach niż słowach. Dzięki temu ludzie zajmujący się tworzeniem lepiej radzą sobie ze stresem i urazami psychicznymi, nabywają zdolności poznawcze i doznają objawów radości, jaką daje obcowanie ze sztuką”.

W. Szulc, Historia Arteterapeutyki, „Edukacja i Dialog”, 8/2006

Translate

niedziela, 9 października 2016

JAK DOBRZE POSZUKAC.., czyli legenda o trzech braciach...

witajcie,
łapię przerwy między deszcze i chmurami... chłonę każdy promień słońca, którego ostatnio skąpią nam niebiosa... robię też wtedy zdjęcia moich wytworów...
jak myślałam - nabieram dystansu do Misia Ulubionego ;) okazało się bowiem, ze ma braci... póki co odnalazłam dwóch... :)



jako że trzeba przystosować ich do miejskich warunków, na warsztat poszedł brązowy Miś Jesienny... 


czemu jesienny? gdy powstał, za oknem zaczęła się plucha i zimno... Miś otrzymał twarzowy ciepły beret z antenką i szal... 


szal to moje pierwsze próbki na drutach...


Miś Jesienny dostał też dużą dynię... ot, tak pod kolor szala i jesieni... :)


na swoje atrybuty czeka w kolejce Miś Słodziaczek z różowym noskiem...


wysyłając nieco ciepła, kłaniamy się nisko :*


niedziela, 2 października 2016

SAMOUWIELBIENIE.., czyli o Misiu Ulubionym...

witajcie,
przyznam wam się, że naściągałam z internetu dość sporo schematów na misie... szukam tego naj... sama się sobie dziwię, skąd mi ta wielka sympatia do niedźwiedzi najszła... :) konsekwentnie sprawdzam wzory i wychodzi na to, że każdy miś ma swój charakter...i to zmienny...
ot, na zdjęciu miś wydawał się być taki sobie... ale gdy wybrań inną włóczkę, inny nosek, inaczej przyszyć oczka... to wychodzi po prostu Miś ostatnio najbardziej Ulubiony...


nie jest ani maleńki, ani z dych dużych... taki w sam raz...


jego zdziwiona minka ujmuje serce....


moje zdobył na pewno :) nie wiem, czy póki co jestem w stanie z nim się rozstać - nabrałam całkiem mocno emocjonalnego stosunku do Misia Ulubionego... :)
może nabiorę dystansu, gdy powstanie jeszcze jeden? albo dwa? albo kilka?

póki co... w jesiennych klimatach wysyłam nieco ciepła :*

czwartek, 29 września 2016

ANI SIE OBEJRZALAM.., czyli nadeszla jesien

witajcie :)
tak, zaniedbałam bloga, szydełko podrdzewiało... tak wygląda wrzesień w oświacie... zwłaszcza jak zmienia się stanowisko... ogólnie, zmiany na lepsze tez są trudne, prawda?
mam spore zaległości, wiec koniec z gadaniem, czas na foto-show! przyspieszamy - dziś cała galeria misiowej gromadki... :)


najpierw powstała Pani Miś...


Pani Miś - zdecydowanie w różu i koronkach... wrażliwa, o wielkim sercu, chociaż sama malutka...



Pani Miś nie jest typem samotniczki... znalazła szybko przyjaciela...


Miś Przyjaciel - dość drobny facet, o nieco lwim pyszczku...


ponoć nie szata zdobi misia, ale popatrzcie tylko, co może zrobić ciepły szal i torba! dodam, że do torby Mis może schować kilka drobnostek...


jesień nastała, na razie mamy złoto-polską... ale przyjdą i słoty...


Miś Przyjaciel ma kolegę, a jakże...


właściwie Ten Miś powstał jako pierwszy... biały, smutny, samotny... długo się zastanawiałam, czego mu brakuje...


powstało potem ubranko... właściwie to moje pierwsze ubranko na szydełku... :)


potem parę dodatków...


i jest weselej, prawda?


no, nie mogłam sobie odpuścić zdjęcia z tą zabawną częścią ciała... ;) w spodenkach wycięcie na ogonek ;)


pozdrawiam jesiennie... i wysyłam nieco ciepła :*


niedziela, 21 sierpnia 2016

GIZRAPKOWIE NA WAKACJACH.., czyli o bieszczadzkich niedzwiedziach...

witajcie :)
dziś u nas niedzielne deszcze... chociaż temperatura taka, jak lubię - 22 stopnie - to siedzę z mokrą głową i wspominam upalne dni nad Soliną... na urlop zabrałam - of course - szydełko i włóczki... teraz dokańczam serię rożnych stworzeń - wypychając, zakładając oczka, szyjąc czasem ubranka... na ziemi bieszczadzkiej głównie tworzyłam niedźwiadki...
przez państwem pierwsza parka...


...czyli Gizrapkowie na wakacjach ;)


parka zdecydowanie mająca się ku sobie w letnich wdziankach... nieco retro..


najpierw powstała pani G. - wg ogólnie dostępnego (np. na pintereście) wzoru...


powstały też jej plażowe zabawki...


a że życzliwe i przyjazne z niej niedżwiedziątko, to podzieliła się z niejakim panem G.


pan G. powstał z ww. wzoru - nieco zmodyfikowany, bo raczej śmiesznie wyglądałby w sukience... i popatrzcie - niejako sam zrobił się większy... :)


idealna parka, prawda?


wypoczęci po urlopie, idą w stronę zachodzącego słońca... czy jakoś tak...


wysyłam sporo ciepła :*



piątek, 19 sierpnia 2016

SZYBKA WIZYTA U NIKOSIA.., czyli o zestawie chrzcielnym...

witajcie,
"do much yearn, so little time" - gdzieś zobaczyłam taki obrazek... i dobrze wiem, co czuła autorka (a może autor?)... ja mam jeszcze tak: "tak wiele wzorów/pomysłów, tak mało czasu"... eh...
nie marudzę, wrzucam trochę papieru, trochę włóczki, a wszystko to na chrzest Nikodema...


zastanawiałam się , czy zrobić pudełko - exploding box, czy kartkę... że nie mogłam się zdecydować, to zrobiłam dwa w jednym... kartkę w pudełku...


inna sprawą była kolorystyka - wszak to chłopak, a jednocześnie jego mama o duszy romantycznej...


mam nadzieję, że wybrnęłam z honorem... ;)
takie maleństwa niewiele ogarniają ze swojej własnej uroczystości, prezent z reguły ograniczany jest do kartki z "zawartością" lub praktycznym pomocnym prezentem dla mamy... czyli żeby mama cala i Nikoś syty, szybko wymyśliłam...

przed Państwem najnowsze moje grzechotniki...


tym razem do zawieszenia na wózek lub łóżeczko...


posłużyłam się wzorem z netu na maleńkie główki Kubusia z Przyjaciółmi... nieco powiększyłam, powkładałam grzechotki... i jest...

wysyłam nieco ciepła :*


niedziela, 14 sierpnia 2016

KRÓLICZYCA, czyli o... malej ogrodniczce i jej ogrodniczkach

witajcie :)
już po urlopie nad Soliną :) ponoć to nie "prawdziwe Bieszczady"... jednak sprawdziła się stara zasada, ze odległość fizyczna daje dystans psychiczny... zabrałam jednak szydełko, a jakże... ;)
zrobiłam zarysy niedźwiadków, żyrafy i świnki... teraz dokańczam, wykańczam, wypycham, zaszywam... poczekajcie, poczekajcie... powolutku...
przed urlopem powstała tez mała, ale dzielna króliczyca...


... ma zdecydowany stosunek do tego, co o niej ktoś pomyśli... ;)



dokładnie tam... ;) od razu się polubiłyśmy :) a że noce dość zimne dorobiłam jej spodenki - ogrodniczki...


... i marchewkę... w sumie sama ją znalazła i tak polubiła ogrodnictwo...


jako ogródek występuje znany już bratkowy wianek...


  ...o, ten...


i właściwie nic do dodania nie mamy... ale podziwiać można dalej... ;)



 wysyłam mnóstwo ciepła :*