„(…) proces twórczy zawarty w tworzeniu działa uzdrawiająco, a podstawą tego procesu jest to, że większość ludzkich myśli i uczuć wyraża się bardziej w obrazach niż słowach. Dzięki temu ludzie zajmujący się tworzeniem lepiej radzą sobie ze stresem i urazami psychicznymi, nabywają zdolności poznawcze i doznają objawów radości, jaką daje obcowanie ze sztuką”.

W. Szulc, Historia Arteterapeutyki, „Edukacja i Dialog”, 8/2006

Translate

środa, 22 czerwca 2016

MUGOLE NIE ZROZUMIEJA.., czyli tylko dla potteromaniakow...

witajcie,
ok ponad miesiąca funkcjonuje na zasadzie oszczęðzania energii... i nie chodzi bynajmniej o elektrykę... robię, co mam zrobić - tryb zadaniowy... czułam, ze do wyczerpania tuż, tuż... fizycznego, duchowego i emocjonalnego... dlatego przedwczoraj zrobiłam sobie wolne i ładuję akumulatory :) powoli staję na nogi...
najlepszy sposób to szydełko, nici, igły, nożyczki... to mnie odpręża, daje nadzieję, koi... stan, gdy nic nie muszę, a mogę wiele... ostatnio ujęły mnie za serce (i szydełko) maskotki... próbuję różnych wzorów, łączę, poprawiam, zmieniam... 
ot, znalazłam w sieci schemat na... Zgredka... :)


kto oglądał/czytał o Harrym Potterze, doskonale wie, o kim mowa... :)


domowy skrzat, Zgredek, jest maleńki... a przede wszystkim to wolny skrzat :)


o! Zgredek dostał od pani skarpetkę...


i właściwie niewiele więcej jest tu do dodania... wracam do swojej art-terapii..
wysyłam sporo ciepła :*


sobota, 11 czerwca 2016

MYSZ JULIAN.., czyli o wersjach myszowatych...

witajcie :)
mam takie chwile ostatnio, że aż mi się chce płakać z przemęczenia... praca po 10-12 godzin, eh... byle do urlopu... ;) dobrze, że szydełko relaksuje... teraz opracowuję mysz idealną... oto pierwowzór: Pan Mysz Julian... :)


Mysz Julian, jak to mysz, jest niewielki, ale przyjazny... odwzorowany z anglojęzycznego tutorialu... oczęta ma wyszywane, bo spóźniała się przesyłka z tzw. "bezpiecznymi oczkami"... 


i - jak na mój gust - odnóża są mało do poszalenia... tzn. trudno by - na przykład - uszyć mu butki, prawda?


skorzystałam więc z następnego wzoru, powołując do istnienia Pana Mysza Edka... (o nim w następnym poście)... i tak pomyślałam, ze może byłoby nieźle połączyć elementy dwóch myszów? i wyszłaby mysz idealna - czyli Pani Myszka Hanka? będę relacjonować ;)

wysyłam sporo ciepła :* 


niedziela, 5 czerwca 2016

JEST!JEST!.., czyli o pierwszym bina bear...

witajcie :)

gdy tylko zobaczyłam lalylala, momentalnie sie zakochałam... i zobaczyłam multum możliwości wariacji na jej temat... zdobyłam wzór i zabrałam się do działa... i jest! moja pierwsza lalyala :) przed państwem Bina Bear...


szybko sie okazało, że wzór wzorem (nota bene po angielsku), a rzeczywistość swoje... czapeczkę i głowę robiłam kilka razy, żeby jedno pasowało do drugiego...


to moja ulubiona fota... ;D "o, tu... tu możesz mnie..." ;)


i jeszcze drugi profil... a co!


zmieniłam tez kolorystykę szaliczka i doszyłam muchomora, żeby radośniej było... :)


jak już załapałam motyw, to mi się szydełko śmieje do innowacji i wariacji na ten temat (co gorsza, śmieje sie też do innych myszowatych)... jeszcze nie wiem, jak długo się robi takie stworzonko... misia robiłam fragmentami, przeplatając innymi robótkami... 

póki co wysyłam sporo ciepła :*


piątek, 3 czerwca 2016

KROLEWSKIE DZIECIE.., czyli o maly wlos...

witajcie,
właśnie zdałam sobie sprawę, że nie wrzuciłam na bloga swoich szydełkowych koron-ek... :) szybko się poprawiam...


lalka ma nieco mniejszą głowę niż noworodek - tak tylko przypominam... :) krony zamówione zostały na sesję fotograficzną dla Nikodema...


jak się okazuje - króla Nikodema I... ;)


korony miały być dwie - w kolorze ecru i szarości... zrobiłam dwa wzory... zmodyfikowałam nieco te znalezione w necie...


pewnie dobrze by było nieco je usztywnić, ale... nie miałam pomysłu, jak potem wysuszyć takie 3D... bo szydełkowe gwiazdki to łatwe - rozpinam na tablicy i się suszą.. a takie przestrzenne prace...?? ktoś wie?


 ...i jeszcze zbliżenie...


mamę Nikodema zachwyciły również anielskie skrzydełka, więc i takowe zrobiłam... sądzę, że znacznie lepiej będą się prezentować (i trzymać) na maleńkim ludzkim ciałku... :)


tutaj jeszcze przed zszyciem...


powstała jeszcze kość... tak, kość... podusia dla tego niebieskiego szczeniaczka z poprzedniego posta... i kilka śmiesznych pomocników fotografa... czyli szydełkowe zwierzaczki na obiektyw aparatu... niestety, kończyłam je nocą, żeby szybko dostarczyć zamówienie... i zdjęć brak... może pani fotograf będzie tak miła i użyczy profesjonalnych ujęć... :)

wysyłam nieco ciepła, kochani :*

sobota, 21 maja 2016

SLODKOSCI.., czyli szczeniaczki ujmuja za serce...

witajcie :)
już są pierwsze efekty robótkowe... komplecik na sesję noworodkowa dla Nikodema... lada moment przyjdzie na świat...


ubranko tak średnio leży na lalce, bo jest nieco mniejsza niż przeciętny noworodek - ponoć... no i jest znacznie mniej plastyczna niż dziecko... lalka służyła mi więc za jedyny mi dostępny model, bo wzory ściągnięte z anglojęzycznych stron wychodziły baaardzo maleńkie...


wiecie jak to jest - mama Nikodema przesyła zdjęcie z netu i pyta: "zrobisz?"... to szukam wzoru na majtusie i czapkę rozmiar 0-3 i robię... a potem pruję, przerabiam, powiększam, pomniejszam, dorabiam resztę elementów...


podobne do psiaka?


na tę sesje zrobiłam jeszcze inne bajery... ale o tym w następnych postach... teraz czas wrócić do szydełka :)
wysyłam nieco ciepła :*


niedziela, 15 maja 2016

DZIEJE SIE.., czyli o prawidlowym trzymaniu szydelka...

witajcie :)
to, że na jakiś czas blogowo milknę, nie znaczy, że odkładam rękoczyny... mam kilka rozpoczętych robótek... oto dowód:



tu szanowni państwo widzą trzy rozpoczęte robótki i kilka wzorów do zrobienia... ;)

po raz pierwszy robię ubranka dla noworodka... prułam już ze trzy razy, bo mimo iż wyszukałam wzory w sieci, to podane tam rozmiary ledwo wchodziły na lalkę, która zdecydowanie jest mniejsza niż nowonarodzony... potem zrobiłam za duże, teraz - mam nadzieję - będzie w sam raz... 

ubranko to chyba zbyt szumna nazwa... to majtusie i czapeczka, która ma dzidziusia "przebrać" w pieska... zamówione te zmam inne rzeczy na tę sesję zdjęciową: anielskie skrzydełka, korony, dwa misiaki i sarenkę - na którą nie znalazłam żadnego darmowego schematu :( mam tez zrobić kilka ozdobników na aparat pani fotograf... terminy napięte, a w tym wszystkim przeszkadza mi praca zawodowa ;D
tam akurat zdarza się nam kontrola w pierwszych dniach czerwca, na którą trzeba wyprodukował tony papierów... bo papiery, drodzy państwo, są najważniejsze w pracy, prawda?
z powodu boli głowy, twarzy  i szyi, które to gnębią mnie od kilkunastu lat i gnębią coraz bardziej, po szeregu lekarskich wizyt u różnych specjalistów trafiłam do kinezyterapeuty... nabrałam nadziei... 
ale pan zaproponował, abym mniej siedziała przed komputerem (hehehe) i zniwelowała te ruchy, które sprawiają mi ból... a przyznam się, że jak długo szydełkuję, to bolą mnie barki i szyja... też tak macie? :/ po roku szydełkowania okazało się, ze źle trzymam szydełko i nijak nie mogę nauczyć się trzymać je prawidłowo... :/ eh...


ale wracając do robótek... w koszyczku mam misia - wbrew pozorom... właśnie chcę zrobić swoją pierwszą laylyalę... czy jak to tam zwą... zobaczyłam, zakochałam się, zdobyłam wzór i... nie mogę skończyć... znowu wracamy do tematu pracy... ;)

stop marudzeniu ;) wysyłam mnóstwo ciepła... :*

piątek, 6 maja 2016

JEST MOC.., czyli o tym, co wysyłasz, to dostajesz..

witajcie,
jak się ma 15 minut przerwy (bo marchewka musi się ugotować) między jednym zadaniem..., a raczej między jednymi zadaniami a drugimi, to można wrzucić oś na bloga, prawda?
nadal męczą mnie jakieś wirusowo/bakteryjne gadziny... niestety, przeszłam na nawigację antybiotykiem i kolejnymi dniami poza pracą... nawet nie myślę, co tam mogę zastać po powrocie... póki co - jest moc twórcza... gorzej z siła na wykonanie... a skoro rozgłosiłam, że jest moc i pomysły, to już świat zwietrzył okazję... niestety, smok i inne zabawki zostały odłożone do nieznanej przyszłości, teraz szydełkowe zamówione bajery do sesji noworodkowej, no i koniecznie pudełeczko na I Komunię...


jest dość proste i oszczęðne w kolorystyce...biel, delikatny, perłowy róż, nieco zieleni i kolor słomy, który uwielbiam... :)



chciałam zwrócić uwagę Państwa uwagę na różyczki, które sama, tymi ręcami wykonałam... jestem z nich dumna... :) podobnie ja z samego pudełka - żadne tam gotowce ze sklepu ;)


środek wygląda tak:


 albo tak...


wykorzystałam gotowe (jednak!) tekturowe elementy... pudełeczko na wiadomo, jakie podarunki, wykonałam już samodzielnie... :) 


cieszy mnie to pudełeczko :) a teraz trzeba odcedzić marchewkę, zabrać psy na spacer (i z tego nie ma L4), a potem zasiąść w końcu do rzeźbienia konferencji szkoleniowej... :)

wysyłam sporo ciepła :*




piątek, 29 kwietnia 2016

FOTOGENICZNE TRAMPKI.., czyli o ekscytujacych planach i rzeczywistosci

witajcie :)
plany na majówkę miałam ambitne - w przerwach czynnego odpoczynku (spacery po lesie i górach) miałam wyprodukować nieco papierów do pracy (eh...), ale przede wszystkim zdobyłam - nawet nie pytajcie gdzie - z przepaści internetu wskazówki, a nawet gotowe wzory na twory, które zawsze chciałam uczynić... :D
ale.. bo zawsze można znaleźć "ale"... przedwczoraj dopadło mnie jakieś choróbsko - myślałam, ze jelitówka... a tu okazuje się, że mam "zawalone gardło", cokolwiek to znaczy... jestem licha jak szczypiorek bez nawozu, boli mnie głowa i gardło - koszmarnie... póki co, odmówiłam antybiotyków z postanowieniem, ze jak domowe sposoby zawiodą do niedzieli, to wezmę...
my tu gadu-gadu, a fotki czekają... ;)


to przedostatnie zaległe zamówienie... trampki dla noworodka do sesji... miały być dokładnie takie...


powiem wam w zaufaniu, że nie bardzo lubię robić dziecięce buciki... a mam zamówioną parę "kozaczków" dla niemowlaka... eh... i jeszcze w perspektywie zrobienie exploding boxa na I Komunię siostrzenicy... no i te zdobyte wzory! przede wszystkim wskazówki co do zrobienia SMOOOKA z african flowers! już w głowie układam zestaw kolorystyczny i czekam na przesyłkę z 2 kg wypełnienia.... :) nie mogę się też doczekać na zrobienie kilku dziewczęcych torebeczek, pluszaków i poduch... i wszystko zamierzam zrobić bajecznie, szaleńczo kolorowe :D byle tylko szydełko i ręce dały radę! ;)

czuję ekscytację... znacie to, prawda?
wysyłam sporo ciepła, bo chyba mam też gorączkę... hehehe... :*


sobota, 23 kwietnia 2016

MY LITTLE PONNY, czyli... rozowo mi!

witajcie :)
dziś krótko i na temat... skończyłam kolejne african-flower-zwierzę... konik, zwany tez kucem... właściwie to dziewczynka dla dziewczynki... jest nieco nieśmiała...


jej sesja zdjęciowa... tradycyjnie z boku...


najwięcej pracy to jak zwykle zszywanie, żeby elementy się dopasowały, ale również grzywa... każdy włosek przywiązywany osobno - za to czupryna będzie nie do wydarcia ;)


i drugiego boku... na wypełnienie poszedł cały mój magazyn waty poliestrowej...


i jeszcze tylko sesja rodzinna... wiadomo, gdzie akcja - tam musi być Rapek... powyżej beagla poducha-zająć z wyprzedaży... uwielbiam ją :)


wysyłam sporo ciepła :) :*

niedziela, 17 kwietnia 2016

A POKI CO.., czyli szczur przylapany na czytaniu...

witajcie :)
u nas od rana niedzielne piękne słońce, zielona trawa, żółte mleczyki, niebo niebieskie... relaks :) niespieszny poranek - po kilkunastu trudnych dniach wstałam z ochotą, wyspana i... poćwiczyłam, mimo iż wolę wysiłek wieczorem... zrobiłam też fotki...
przed państwem szczurek... przyłapany na czytaniu... ;)


zakładka na zamówienie... ktoś wysyła zdjęcie, pyta "zrobisz?", a ja robię... ;) tak to u mnie ostatnio działa... poszukałam w necie i znalazła cudny tutorial TUTAJ


szczurek po wyjęciu z książki jest nieco spłaszczony... no, bo jak nie być?


swoją drogą... uwielbiam czytać... książka drukowana ma w sobie magię, której nie ma monitor... a że czas to u mnie towar bardzo cenny, to wykorzystuję drogę do i z pracy - wsiadam w tramwaj (bo w autobusach cierpię na chorobę lokomocyjną :/) i mam pół godziny w jedną stronę czystego relaksu... :)


czego i szanownemu państwu życzę... wysyłam trochę ciepła :*